dark story życie codzienne, ludzie

DRZWI O NUMERZE 9 i 3/4

Opadł ciężko na łóżko. Miał za sobą pracowity, choć satysfakcjonujący dzień. Spojrzał sennym wzrokiem za okno, wpatrując się w gwiaździste niebo. Tuż pod ciemnym granatem delikatna łuna latarni subtelnie oświetlała ulicę. Do pokoju wdzierało się chłodne, wiosenne powietrze. W mieszkaniu panowała absolutna cisza, przerywana od czasu do czasu odgłosem przejeżdżającego w oddali samochodu. Uwielbiał takie noce, kiedy mógł się wyciszyć, uspokoić myśli. W tamtej chwili jeszcze nie miał pojęcia, co wydarzy się za niespełna godzinę. Był odprężony i spokojny, lecz to miało się niebawem zmienić. Położył głowę na miękkiej poduszce i otulił się świeżo wypraną kołdrą, która pachniała jego ulubionym płynem do płukania. Nim zdążył się zorientować, Morfeusz wziął go w swoje objęcia.

Poderwał się momentalnie, czując, jak wali mu serce. Obudził go niewyobrażalny huk. Jakby ktoś właśnie wyważył wejściowe drzwi. Włączył latarkę w telefonie i wyszedł ze swojej sypialni na lekko chwiejnych nogach, podążając niepewnym krokiem do przedpokoju. Nigdy nie spodziewał się tego, że kiedyś zobaczy taki obraz. Tę noc zapamięta do końca życia.

***

Te studia mnie wykończą, a raczej Piwne Poniedziałki w Remoncie. Powinny raczej zwać się Spirytusowymi Poniedziałkami, bo w darmowych piwach na próżno doszukiwać się chmielowego posmaku – pomyślałam. Weszłam do domu cichutko, aby nikogo nie zbudzić, zrzuciłam ubranie i wskoczyłam w piżamę. Zmęczona padłam na łózko. Kiedy tylko zamknęłam oczy, przypomniałam sobie, że nie ściągnęłam soczewek. Z cichym westchnieniem zsunęłam się z wyra i bezszelestnie ruszyłam do łazienki, nie zapalając światła. Doświadczona życiem z ogromną wadą wzroku doskonale radzę sobie w ciemnościach, bo bez szkieł kontaktowych czy okularów i tak nic nie widzę, a swoje mieszkanie znam na pamięć. Drzwi od łazienki zawsze są otwarte, więc zakręciłam tuż przy szafie i zrobiłam dwa pewne kroki. To był właśnie ten moment, w którym uświadomiłam sobie cztery rzeczy:

1. napierdalało mnie czoło

2. drzwi do łazienki jednak były zamknięte

3. z pewnością nie miałabym najmniejszego problemu z przedostaniem się do Hogwart Expresu przez peron 9 i 3/4

4. w moim mugolskim domu nie ma magii, dlatego należy otwierać wrota, zamiast próbować przez nie przeniknąć

Jak nie pierdolnęłam w te drzwi, jak nie huknęło. Aż mi się w głowie zakręciło. Przez pewien czas nie wiedziałam, gdzie jestem, ale mój brat szybko ściągnął mnie na ziemię, kiedy wpadł przerażony do przedpokoju i właśnie dotarło do niego, że w spektakularny sposób weszłam w drzwi. Gdy na niego popatrzyłam, nie wiedziałam, komu bardziej jest potrzebna pomoc, mi czy jemu. On się pokładał na podłodze ze śmiechu, nie mógł złapać oddechu, twarz miał całą czerwoną. Próbował coś z siebie wydusić, ale im bardziej próbował, tym bardziej się śmiał. A im dłużej się na niego patrzyłam, tym bardziej ja się śmiałam. 

Nagle drzwi od pokoju rozsunęły się, stanęła w nich matka. Powiedzieć, że była wściekła to tak, jakby nie powiedzieć nic. Ona była wkurwiona. Jej oczy płonęły nienawiścią. Przypomniało mi się wtedy, że ostatni raz widziałam ją w takim stanie, kiedy ojciec zapytał się, czy nie widziała jego koszuli w trakcie trwania finału “Familiady”. 

No więc jest druga w nocy, coś przed chwilą huknęło tak, że za oceanem wywołało tsunami, totalna ciemność, a mój brat leży na podłodze, na przemian dusząc się i wyjąc ze śmiechu, jakby był po naprawdę sporej dawce kwasu. Ja stoję obok, trzymając rękę na obolałym czole, płacząc i rechotając jak pojebana, a do tego na bank śmierdzi ode mnie tym spirytusowym piwem z Remontu. Zatem totalnie nie dziwi mnie mina mamy, ale najgorsze jest to, że ani jedno ani drugie nie może przestać się śmiać. 

– Co z wami jest nie tak? – zapytała już bardziej zrezygnowana niż wściekła. Niestety nie uzyskała odpowiedzi, choć bardzo staraliśmy się wydusić chociaż słowo. – Debile. Po prostu debile – oznajmiła, po czym wróciła do sypialni.