MOMENTY

Jakby ktoś zastanawiał się, co robię w weekend, to jak na prawdziwego łowcę mocnych wrażeń przystało zrobię sobie maraton wszystkich części Harrego Pottera w towarzystwie ciepłej kołdry, śpiącego męża i wiernie leżącego na mojej poduszce psa, a później dokończę czytać najnudniejszą książkę, po jaką dane mi było sięgnąć w moim 27-letnim życiu, w której Stephen King opisuje losy ćpuna uzależnionego od heroiny. A z rzeczy mniej ekstremalnych i do zanudzenia sztampowych to dzwoniła do mnie wczoraj babcia z pytaniem, czy ja jej pożyczę śpiwór, bo oni z dziadkiem pod namiot jadą w weekend. Tak, moi dziadkowie (80+) wybierają się na biwak do Suwałk. Generalnie to wrześniowa pogoda już dawno tak nas nie rozpieszczała zimnem i deszczem, a Suwałki to już w ogóle są taką naszą polską Majorką, więc pomysł jest zajebisty. Oczywiście jadą tam swoim autem, a musicie wiedzieć, że kiedy ja ostatnio podróżowałam z dziadkiem wiejską drogą prowadzącą do piekarni, to czułam się, jak Francuzi w dzisiejszych czasach – mało bezpiecznie. Już widzę te romantyczne wieczory, kiedy babcia krzyczy do dziadka:

– Wziąłeś leki na noc?
– Tak, a ty?
– Właśnie biorę, podkręć głośniej, bo dobry kawałek leci!

I cała okolica buja się w rytm “Kawiarenki, na, na, na, kawiarenki na, na, na…” albo “Casablanca, Casablanca, kto tam nie był nie wie nic. Smak kawioru ma kaszanka, imber party tak jak dziś…”

#achcidzisiejsiemeryci
#tylkozabawaimwgłowie
#aniechmizzapaleniempłucprzyjadą
#tojaznimiposzpitalachchodzićniebędę

***

Mój brat, człowiek potrafiący dostrzec to, czego większość ludzi nie jest w stanie zauważyć, bądź widzą to z zupełnie innej perspektywy, spędził wczorajszą noc na oglądaniu spadających gwiazd. On, koledzy i kilkanaście butelek zupy chmielowej. Pytam zatem, jak mu te gwiazdy się podobały, i czy widział na tym niebie coś oprócz chmur. Okazało się, że spadały jak pojebane, nie nadążał z liczeniem, ale tak na oko, to widział ich więcej, niż ja serów na wczasach w Szwajcarii. Błysk, ciach, zaraz następny. A na sam koniec to spadła taka duża gwiazda (chyba Słońce), że całe niebo się zaświeciło. Po czym towarzystwo jednomyślnie stwierdziło, że idzie burza, a spadające gwiazdy okazały się być piorunami. Stan umysłu: level melanż.

***

Mam dobrego kumpla, poznaliśmy się w liceum. Od kiedy pamiętam, mówił, że w przyszłości będzie żołnierzem. Rzeczywiście czasem dziwnie się zachowywał, na przykład wtedy, gdy na dworze było – 15, a On wręczał mi bluzę, podczas wymyku na szybkiego papierosa. Co prezentowało się mniej więcej tak: ja stoję opatulona w o trzy rozmiary większą bluzę, dygocząc z zimna, a mój kumpel raczy się dymem z Marlboro light, płatki śniegu spływają po jego klacie, w ten sposób, że wygląda, jakby spędzał wakacje w tropikach. Minęło osiem lat. Sierpień, upał, wracamy z jeziora. Zapomniałam kostiumu, więc kąpałam się w szortach i bluzce, były mokre. Okna otworzone, trochę wieje.
Kumpel prowadzi auto, po chwili pyta się mnie:
– Lee, nie jest ci zimno?
– Nie, spoko.
– Nie chciałbym, żebyś poszła na El quattro. Ktoś musi pracować na moją emeryturę.
#panporucznik
#jestemdumna
#jednakże
#typowywojskowy

***

Niedzielę spędziłam z dwójką dzieciaków przyjaciół rodziny. Leżymy sobie na łóżku, śmiejemy się, gadamy. Generalnie to Oni są mistrzami konwersacji, takie Kuboty wśród klapków.

– A ja wiem, co ty robiłaś ze swoim mężusiem u twojej babci w domu, jak byliście sami. – Wypaliła ośmiolatka, złowieszczo się przy tym śmiejąc.
– Niby co? – pytam.
– Ty leżałaś na łóżku, a M. robił ci kanapeczki!
#takwłaśniebyło

– Ilu miałaś chłopaków zanim poznałaś M.? – pyta dwunastolatek.
– No tak koło… – Waham się między 4 a 5.
– Było co najmniej dwudziestu, no nie?
#serio?
#aprzypadkowysexteżsięliczy?
#todobrze
#boniemiałam

– Ostatnio dopadła mnie depresja. – rzekł Szymon.
– Aha. A czym się objawiła? – pytam.
– Miałem gorączkę, a musisz wiedzieć, że bardzo ciężko to znoszę…
– No jak każdy facet. I ja. – wtrąciłam.
– I tak sobie myślałem – kontynuuje – o tym, że to strasznie przykre, że za sto lat już mnie nie będzie na tym świecie.
– Ojej… – westchnęła Pola. – Teraz i mi jest smutno.
– Kochanie, nie martw się, i tak nie dozyjesz stu lat. Najwyżej osiemdziesiąt, chyba, że zachorujesz na jakąś ciężką chorobę, na przykład na raka, to już w ogóle nie masz co myśleć o chociażby sześćdziesiątce.
#masiętopodejściedodzieci
#dlategojeszczesięwstrzymam

***

Tęsknota za bliską osobą spowodowana kilometrami jest koszmarem. Trzeba jednak przyznać, że nic tak nie wzmacnia więzi, jak ona. Najgorzej jest, gdy tęsknisz za kimś, kogo widujesz na co dzień. Za kimś, z kim mieszkasz pod jednym dachem. Masz świadomość, że jest na wyciągnięcie ręki, ale nie możesz go dotknąć. Czujesz jego zapach, ale nie możesz go mieć. Śnisz o nim każdej nocy. Staje ci przed oczami, gdy tylko je zamkniesz – jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Wstając o poranku, topisz się we własnych łzach. Łzach przepełnionych bezradnością, poczuciem pustki. Jesz śniadanie w samotności, patrzysz na niego i nic. Jakbyście nigdy się nie znali. To uczucie rozwala cię od środka. Ale wiesz, że tak trzeba, że nie ma innej drogi, a przynajmniej w tej chwili. Bierzesz ostatni łyk herbaty, kątem oka zerkasz w jego stronę. Przypominają ci się ubiegłe wakacje, kiedy spędzaliscie wieczór u znajomych. Byliście tacy szczęśliwi, jakby cały świat należał tylko do was. To minie, czas leczy rany. Myślę sobie: Weź się w garść, to był toksyczny związek, przez który najbardziej ucierpiała twoja dupa! Chwyciłam go, schowałam z powrotem do lodówki. Choć przez moment miałam chwilę słabości, nie uległam mu. Do zobaczenia po wakacjach żółty serze!

***

Wracam sobie niespiesznie z pracy, rozmyślając o niesłychanie ważnych rzeczach, to jest o ludziach z bujnymi włosami, którzy mogą wsadzić swoje czupryny w poszewkę, tworząc w ten sposób poduszkę, i że ludzie to mają szczęście w życiu, kiedy zaczepia mnie dwójka nastolatków. Chłopak i dziewczyna, no góra 20 lat.
– Sorry, do you have a moment?
Odpowiadam, że sure, what can I do for you? Oni na to, czy ja know charge. No to mówię, że go straight ahead, then… Dziewczyna mi przerywa, śmiejąc się słodko, że nie szuka kościoła, tylko czy ja mam jakiś kościół. Czy wierzę w Boga. No to jej odpowiadam, że yes, I believe in God and Unicorns. Uśmiechają się sympatycznie, pytając, czy oni mogą pray for me. Myślę sobie, że spoko, czemu nie, to może ja już sobie pójdę, a oni niech się modlą. Swoją drogą to całkiem miło z ich strony. Chłopak mówi, że oni come from United States and we’re here to pray, myślę sobie “Aha, jak nic Jehowi, trzeba spiełdalać w podskokach”, po czym pyta, czy ja mam za co się pomodlić. Pierwsze, co mi przyszło do głowy, to żebym mogła jeść kilogramy żółtego sera i nie tyć, ale szybko dotarło do mnie, że tego to mi nawet Bóg nie ogarnie, więc wypaliłam, że I want to be with my husband, beacuse now he’s in Switzerland, I’m here, in Poland and it’s really difficult to live that way. Dziewczyna zdawała się być naprawdę przejęta, bo zaczęła powtarzać : “Oh, it’s so sad, so sad…” Nawet mi się przykro zrobiło. Patrzę, a jej towarzysz wyciąga jakiś modlitewnik z plecaka i, oł maj faking gad, na serio będą się modlić. Środek ulicy, podnoszą dłonie ku górze, opuszczają głowy, chłopak zaczyna “Dear God, please…”, ja stoję jak debil, zmieszana opuszczam głowę i słucham. Skończyli, uśmiechnęli się szczerze, pozdrowili mnie, po czym pożegnali się i odeszli. Najpierw sprawdziłam, czy mam telefon i portfel – wszystko na swoim miejscu. No nic, skonfundowana ruszyłam dalej. Po drodze zaszłam do sklepu po Tymbark jabłko-mięta, czytam napis na kapslu: “Zapamiętaj tę chwilę”. Jeśli do tej pory byłam zmieszana, to teraz naprawdę zaczynam się czuć nieco creepy. Przed sklepem dostrzegam staruszkę, która prosi przechodzących ludzi o jedzenie. “Nawet o tym nie myśl” mówię do siebie w myślach. Już miałam przejść na drugą stronę ulicy, kiedy zdałam sobie sprawę, że jak nie pomogę tej pani, to mnie wyrzuty sumienia zjedzą, a poza tym ci młodzi ludzie i napis z kapsla – to wszystko musi coś znaczyć. Podchodzę do niej i mówię, że mogę jej kupić coś do jedzenia, ale pieniędzy nie dam, zresztą miałam ostatnią dyszkę i plan, jak się za nią zabawić dzisiejszego wieczoru, to jest dwa razy camembert na grillu. Staruszka na to, że poprosi jajka, olej i cukier. No to poleciała, tak to my z moim Mieszkiem nie zatańczymy. Weszłam jednak do sklepu, kupiłam dziesięć jajek, wyszłam, wręczyłam jej zakupy. Na co starsza pani mówi z oburzeniem: “A o cukrze i oleju to zapomniała?!”.

***

Wesele. Siedzimy z M. na tarasie racząc się rześkim, letnim powietrzem. Z sali dobiega dźwięk wolnego, romantycznego utworu.

– Oooo, uwielbiam tę piosenkę. Piękna! – Odparł rozmarzony M.
– No to chodź, zatańczymy! – Rzucam się mu na szyję.
– Tak dobrze pije się przy niej wódkę.

***

Jezioro, słońce, plaża. Dyskusja pary z sąsiedniego kocyka:
– Czy ta baba nie rozumie, że nie powinna wchodzić z psem do wody, jeśli w pobliżu są ludzie i małe dzieci. (nie wiedziałam, że dzieci nie są ludźmi)
– Bezczelna. Trzeba jej to powiedzieć.

No i ja czekam, aż któreś z nich w końcu ośmieli się zwrócić tej pani uwagę. Wprost nie mogę doczekać się debaty, jaka nastąpi.
Bo o ile jestem w stanie w zrozumieć zakaz kąpieli dla psów na publicznych, krytych basenach, gdzie chloru jest więcej niż wody, to problem z pływającymi w jeziorze zwierzętami, zupełnie do mnie nie przemawia. No ni chuja.
Ale, że ze mnie jest taki tolerancyjny człowiek, co uważa, że niedojebanie mózgowe w pewnych kwestiach można przemyśleć i próbować pojąć, to postanowiłam dokonać analizy, rozwiewając tym samym wszelkie wątpliwości.
a) pies może postawić na plaży klocka
-> Wbrew powszechnemu przekonaniu wielu ludzi, psy nie czekają cały rok tylko na to, żeby wysrać się na plaży. Co więcej, ich egzystencja nie sprowadza się jedynie do robienia kupy. Uwielbiają na przykład wbiegać za patykiem do wody i – suprise suprise, nie myślą przy tym o gównie.
b) są brudne.
-> Dobrze, że woda w podwarszawskim jeziorze jest, kurwa, czysta. I że nikt do niej nie sika. A małe dzieci z kupą w pieluszce nie siedzą cały dzień na dupie przy brzegu.
c) mogą ugryźć.
-> Z agresywnymi psami nie przychodzi się na plażę pełną ludzi, także easy, ten Buldog Francuski na prawdę nie wygląda na mordercę.
d) ”ale ja i tak boję się zwierząt”
-> To przestań. Albo następnym razem zostań w domu. Chyba, że boisz się pająków, no to sorry, nigdzie nie będziesz bezpieczny.

***

To uczucie, kiedy piosenka wejdzie tak mocno, że zapominasz o całym świecie, a gdy zbliża się refren wydzierasz się na całe gardło pod wpływem miotających tobą emocji:
“Spróbuj choć raz odsłonić twarz i spojrzeć prosto w słońceeeeeeee!”
A później przypominasz sobie, że jesteś w autobusie. Pełnym ludzi. Błyskawicznie uświadamiasz sobie, co właśnie odjaniepawliłeś. Pasażerowie patrzą na ciebie zupełnie tak, jak powinni patrzeć, to jest jakby zobaczyli człowieka, który raptownie wydarł jadaczkę na cały autobus w biały dzień w centrum miasta. Dzień dobry.

***

Jakże fantazyjne bywają sny. Możemy śnić o locie na jednorożcu w towarzystwie Toma Hardego, który obejmuje nas w pasie, dbając abyśmy nie spadli z grzbietu wierzchowca. I w tym śnie to nawet czujemy ciepło dobrze zrobionej klaty Toma, która ociera się o nasze plecy. I mkniemy jak szaleni przez ten deszcz sera żółtego. Żeby nie było tak kolorowo, czasem miewamy koszmary. Takowy przyśnił się wczoraj mojemu bratu. I nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie to, że ociekał realizmem.
“Biegniemy z Maxem, nie oglądając się za siebie. Gonią nas agenci CBŚ. Jesteśmy oskarżeni o przekręty finansowe. Podczas ucieczki rozkminiamy, o co im chodzi, przecież jesteśmy niewinni. Czy to przez te butelki browarów, za które nie zapłaciliśmy kaucji? Kończą nam się siły. Złapali nas. Tłumaczenia i prośby nie pomogły. Nagle znaleźliśmy się w jakieś poczekalni, otaczali nas złodzieje i mordercy. Okazało się, że jesteśmy w sądzie. W naszym kierunku zmierza sędzina. Wiesz kto nią był? TY! Więc mówię do Maxa, że będzie dobrze, Lidzia nas uniewinni. O jakże ja się myliłem, wpieprzyłaś nam dwa lata pozbawienia wolności. Błagaliśmy cię o litość, a ty z nas kpiłaś. Przywaliłaś młotkiem, krzycząc: “Następny!”. Na salę wszedł typ, który zabił człowieka. Dał ci kostkę sera żółtego, a ty bez wahania oznajmiłaś: “Niewinny!”. Obudziłem się, kiedy zakuwali nas w kajdanki.”

***

Co łączy Woodstock i Owczarka Niemieckiego?

Człowiek całe życie myśli, że mieszka w Warszawie, a jak wybudują mu tory tramwajowe pod blokiem, to już w ogóle jest święcie przekonany, że Tarchomin należy do stolicy. Powiem Wam, że brak chodnika pod domem może czasem wytrącić człowieka z równowagi. Szczególnie wtedy, gdy targasz biedronkową reklamówkę z zakupami, w drugiej ręce kurczowo trzymasz smycz, i do tego wszystkiego próbujesz nie wypieprzyć się w błoto, które masz pod nogami. Jeszcze gorzej, jeśli widzisz w oddali Owczarka Niemieckiego radośnie biegnącego w twoim kierunku. A już tak najgorzej to może być tylko wtedy, kiedy twój pies również go zauważy. Bardzo lubię Owczarki, są przepiękne i mądre. A wiecie, kto ich bardzo nie lubi? Koka. Co następuje:
Zauważam psa. Ściskam mocniej smycz. Odmawiam szybką “Zdrowaśkę”. Już kurwa czuję, że to nie pomoże, więc modlę się do innych bogów, tak jakby ten jeden nie miał dla mnie czasu w tej chwili. Widzę, że to na nic, więc przestaję wierzyć w cokolwiek. Zamykam oczy, szykując się do odbycia stosunku z ptakiem. Wyjebując orła, uświadamiam sobie, że takie fetysze to nie dla mnie – za bardzo bolesne. Nie ma takiej rzeczy, której Koka nie miałaby w dupie, łącznie ze mną, więc dalej ciągnie za smycz, a ja tarzam się w błocie, jak ludzie na Woodstock’u. Właściciel Owczarka chce być miły, ale wybucha śmiechem. Ja kurwię na psa, równocześnie śmiejąc się z całej sytuacji. To mógłby być wstęp do romantycznej historii o miłości, ale mam męża, a ten pan ani trochę nie przypominał Toma Hardego. Przeszedł obok, dławiąc się ze śmiechu, i jestem pewna, że jeszcze dziś napisze: “Drogi pamiętniczku, ten wieczór był przezabawny. Na spacerze z Rexem spotkałem kobietę, która tarzała się w błocie, a z wyrazu jej twarzy wyczytałem, że bardzo jej się to podoba. Była taka radosna…”

***

Jadę przez warszawską Pragę z zawieszonym w dal wzrokiem. W słuchawkach leci: “Red red wine”. Autobus zatrzymuje się na światłach, a ja obserwuję pana, który podąża iście wakacyjnym krokiem [coś à la “krok do tyłu i dwa w przód, balet cud, malina, miód” ] w stanie mocno wskazującym na przekroczenie ostatniego stadium upojenia alkoholowego. Wkroczył z butelką jabola na pasy, idealnie wbijając się w rytm refrenu. Coś pięknego.

#teledyskwgłowie
#redredwine
#stayclosetome

***

Z okazji Dnia Kobiet dostałam od prezesa czekoladki Merci. To bardzo miły gest, ale nie rozumiem dlaczego nie podarował mi kostki sera żółtego. Powinien wiedzieć, że lubię ser. Przecież mam to w CV. Mówiłam mu o tym podczas rozmowy kwalifikacyjnej, kiedy dyskutowaliśmy o zainteresowaniach.

#jakakobietatakiekwiaty
#SERtunie
#mojeulubione
#dzieńkobiet

***

Wracam do domu, targając siaty z mrożonkami: brokuły, kalafior, fasolka szparagowa, brukselka, szpinak, no po prostu wszystko, co zobaczyły me oczy w dniu wypłaty. Wpadłam w te biedronkowe lodówki, jak Jehowy na klatkę schodową. Toczę się z tym tobołem w stronę domu, kiedy nagle dobiegł mnie odgłos skomlejącego psa. Zboczyłam więc z trasy, żeby zobaczyć, co się dzieje. Patrzę, a tam za winklem jakiś typ kopie to biedne zwierzę. Już dawno mi tak ciśnienie nie podskoczyło, nawet wtedy, kiedy zamawiałam kebaba z serem, a dostałam bez. Niewiele myśląc, rzuciłam się w kierunku tego, delikatnie mówiąc, chuja i przyładowałam mu torbą mrożonek przez pusty łeb. Aż mi kalafiorki wypadły z torebeczki, tak żem mu pierdolnęła tą siatką. Jak się okazało, delikwent również nie tracił czasu na myślenie i szybko się zrewanżował. Ale hola hola, nie ze mną te numery, bo jak ktoś ma futrzasty kaptur przysłaniający cały świat i szalik o podobnej objętości, to oprócz oczywistego zastosowania, spełniają one również funkcję amortyzacyjną. Koniec końców bezmózgie yeti zabrało nogi za pas i tyle go widziałam. Spłoszony piesio niestety też uciekł, a już chciałam dzwonić do M., że mamy nowego współlokatora.
Generalnie moje pytanie jest następujące:
Co do chuja jest z tymi ludźmi?!

* * *

Zdarzają się w życiu takie momenty, które są w stanie zrekompensować pobudkę przed wschodem słońca, deszczowy poranek, a nawet sam fakt, że jedziesz do pracy na drugi koniec miasta. Takie chwile sprawiają, że wszystko, co wydawało Ci się do tej pory konwencjonalne, sztampowe, nagle zaczyna wykraczać poza wszelkie schematy.
Podążam sobie dziś do pracy, autobus zaczyna hamować, więc zmierzam do wyjścia. Patrzę, a pani przede mną napierdala palcem wskazującym w nalepkę przyklejoną do szyby, na której widnieje napis: Otwórz drzwi przyciskiem. Myślę sobie łatafak?! Poranki zdecydowanie nie są moja mocną stroną, jeśli chodzi o myślenie, ale jak ktoś odgrywa scenę z “Raportu mniejszości”, gdzie Tom Cruz macha w powietrzu rękami, jak Seba na sobotnim balecie w Explosion, to umówmy się, umiem zauważyć, że coś jest nie tak. Mało tego, ta pani jeszcze krzyczy na cały autobus:
– Cholerne drzwi! Niech ktoś je otworzy!
No co miałam zrobić? Nacisnęłam ten prawdziwy przycisk otwierania drzwi, zaniosłam się śmiechem, a szarość poranka nabrała barw.

 

Korepetycje z angielskiego. Zostało 15 minut do końca lekcji, więc gramy z moim uczniem w taką grę planszowa, gdzie odpowiada się na pytania, ilość wyrzuconych oczek = odpowiedni dział z książki. In inglisz ofkors. Pięć oczek = śpiewanie piosenki. Oczywiście ja wyrzuciłam 5, więc zaczynam:
“And aaaaaaaaaaaaaaaajjjjjj will always love youuuuuuuuuuuuuu!!!!!!”, na co przerażony szóstoklasista: “Błagam, już dość! Zabiła mi pani słuch!”
Przecież dopiero się rozkręcałam…

#szkodażenakaraokemnieniesłyszał
#powinieidziemicałkiemnieźle
#mogęudowodnić
#piąteczek

* * *

Mój mąż mnie rozpieszcza. Na zeszłoroczne walentynki dostałam odkurzacz (nie byle jaki-ZELMER!), więc mogę śmigać od rana do wieczora, sprzątając po domówkach.
Z okazji Dnia Kobiet, sprezentował mi roczny abonament na pakiet kanałów telewizyjnych w Vectrze! Dzięki czemu namiętnie oglądamy: Discovery Turbo Extra, TVN Turbo, Polsat Sport, Polsat Sport News, a jak jeszcze mi mało to: Sport Klub, nSport+, Orange Sport, TVP Sport!
Już się, kurwa, nie mogę doczekać tej niespodzianki z okazji tegorocznych walentynek.

* * *

Ja rozpaczam, a Jego to bawi.


#niemasprawiedliwościnatymświecie
#wsparciewmężu

* * *

 

Czy są tu jakieś niewiasty szukające miłości? Jeśli tak, to…

ODDAM PRZYJACIELA W DOBRE RĘCE!

Nie to, że jest nietrafionym prezentem pod choinkę i chcę go teraz tak po prostu porzucić, ale…
Całe dni buszuje mi w lodówce, wyżerając zapasy żółtego sera, a przecież każde 5kg kiedyś się kończy. Jednak nie to jest najgorsze. Miarka się przebrała, jak ostatnio powiedział mi, że Tom Hardy, którego mam w znajomych na fejsie, to konto fejkowe. Rozumiecie?! To ja już papiery rozwodowe szykowałam, życie na nowo chciałam sobie układać,a On mi z taką wiadomością wyskakuje. Ale dość już narzekania, czas na zalety.
Nie przepada za alkoholem, co niesie za sobą masę pozytywów, bo zawsze śpieszy na ratunek, kiedy jestem w potrzebie:
– Przyjadę po ciebie, ale musisz mi powiedzieć, gdzie jesteś!
– No w barze.
– Ale gdzie konkretnie?
– No w Centrum, a gdzie mam być?
– W jakim kurwa barze?!
– No takim nie za dużym i jest sporo ludzi i tak śmiesznie wirują…
– Jesteś pijana.
– Po czym wnosisz?
– Nieważne. Wyruszam, ale trochę to potrwa, zanim przeszukam wszystkie puby w Centrum. I nie ruszaj się, siedź w miejscu!

Reasumując, zawsze można na niego liczyć. Ma własną firmę, iPhona 7 i jeździ Mercedesem. Służbowo podróżuje autem dostawczym, kiedyś zabrał mnie na wycieczkę po Francji, wrażenia niezapomniane, GTA San Andreas może się schować. No i jakbyś kiedyś potrzebowała pomocy przy przeprowadzce, to z łatwością zmieścisz wszystkie pudełka z bucikami za jednym zamachem. Przystojny, wysoki, inteligentny, a i ostatnio był na wakacjach w Dubaju, to teraz takie na czasie, więc pomyślałam, że wspomnę. Niech zgadnę, pewnie zadajesz sobie pytanie: Jakim cudem ten facet jest jeszcze wolny? Odpowiedź jest prosta, bywa ciut wymagający. Ale nie ma co się zniechęcać, trzeba w siebie uwierzyć! Jeżeli poczujesz, że to jednak nie to, czego szukałaś, zawsze możesz powiedzieć: Apple jest do dupy, sam Cię zostawi. Jeśli choć trochę przypominasz Margot Robbie, będzie to dodatkowym atutem.
Uprzejmie informujemy, że skontaktujemy się tylko z wybranymi kandydatkami.

* * *

Korepetycje z matematyki. Chłopczyk lat 11:
– Byłem ostatnio w kinie na “Trollach”, oglądała pani?
– Jasne! One mają takie fajne czuprynki, lubią tańczyć i śpiewać, a najbardziej…
– Eee… – Widzę przerażenie w ochach chłopaka.
– A najbardziej uwielbiają się przytulać! I mają takie superaśne opaski na rękach, co migają, jak…
– Teraz to ja się pani na prawdę przestraszyłem…

* * *

Z serii: Just brother-sister things.

Niby mamy po te dwadzieścia parę lat i konto w banku, co jest przecież wyznacznikiem dorosłości, a ja to nawet męża się dorobiłam, jednak pewne rzeczy nigdy się nie zmienią. Na przykład licytowanie się o to, kto wyjdzie z psem na spacer. Wygrywa ten, który ma mniej hajsu: dam ci piątkę, jak z nią wyjdziesz. Albo: jak posprzątasz łazienkę, dostaniesz 3zł. A ja ze te trzy złote to mogłam sobie życie na nowo ułożyć.

 

 

* * *

Wieczorny seans. Oglądamy Interstellar. Bohaterowie przemieszczają się z jednej planety na drugą, szukając nowego domu dla ludzkości.
– Wiesz, jedna rzecz nie daje mi tu spokoju.
– Czego znowu nie rozumiesz? Nic nie będę ci tłumaczył, oglądaj uważnie.
– Kiedy oni jedzą?
– Serio? To jedyna rzecz, na jaką zwróciłaś uwagę podczas oglądania tego filmu?
– No bo…
– Ziemia kręci się wokół Słońca, a twoje życie kręci się wyłącznie wokół żarcia.

Pytanie na śniadanie: Jak nie zdradzać? Jak uniknąć zdrady?

Rozbawili mnie. Jeśli masz wrażenie, że zdrada czyha na Ciebie na każdym kroku, w ogóle Twoje życie jest jedną wielką ucieczką przed skokiem w bok, to weź człowieku coś z tym zrób. W końcu ileż można stawiać czoła przeciwnościom losu? Nie pozwól robić z siebie męczennika. Najwyższy czas zacząć czerpać jakieś przyjemności z życia. Wyjście z sytuacji? No nie wiem… Może po prostu nie powinieneś być w związku?

#pytanienaśniadanie
#cotatelewizja ?
#problemypierwszegoświata

* * *

Przez kilka ostatnich dni byłam chora. Przeziębienie w moim przypadku objawia się powolnym, bolesnym umieraniem. Podczas gdy ja zabierałam się do spisywania testamentu (w końcu jestem szczęśliwym posiadaczem wyciskarki do owoców, żelazka i patelni), M. zastanawiał się, z której strony by tu podejść, żeby móc spełnić swój małżeński obowiązek. Wiedział jednak, że dopóki jestem w agonii, jego szanse są zerowe. Podobno katar od śmierci dzieli już tylko jeden krok. Wczoraj stał się cud. Wyzdrowiałam. Ciesząc się, że dostałam od losu drugą szansę, zabrałam się do sprzątania, bo moja podłoga przez 3 dni nie widziała odkurzacza, już myślałam, że remont będzie trzeba robić. Pierwszy raz od 3 dni założyłam coś, co nie było piżamą, umyłam włosy, a nawet nałożyłam delikatny make-up. Zatem nic dziwnego, że kiedy M. wrócił z pracy, wystarczyło jedno spojrzenie, żeby mi zakomunikować: Dziś jest ten dzień, na który tak długo czekałem. Mówię mu, że hola hola, najpierw trzeba dokończyć porządki. No więc ja ścieram kurze, a ten sobie pompki robi. Bez koszulki. Bezczelny. Myślę sobie, że kurze mogą jednak poczekać, a M. mówi, że idzie prysznic wziąć. Wychodzi po chwili z łazienki, zdecydowanym krokiem nadciąga w moją stronę, nasze spojrzenia się spotykają i właśnie wtedy przed moimi oczami stanął wielki, apetyczny… kawałek pizzy, który leży w lodówce. I weź teraz człowieku się zdecyduj i spróbuj obrać właściwy kierunek, kiedy jesteś na rozstaju dróg.
#tenobrazzawszenawiedzamniewzłymmomencie
#złodobremzwyciężaj

* * *

Święta

– Jak po Wigilii pracowniczej?
– Na wypasie! Fajny hotel z basenem, dużo żarcia i alkoholu.
– Elegancko!
– Tak, tylko… Strasznie szybkie tempo picia narzuciliśmy…
– Co tym razem?
– Zaczęliśmy świętować już w autokarze. Kiedy zasiedliśmy przy stole, wziąłem śledzie i wrzuciłem je do basenu, krzycząc: “Rybka lubi pływać! Jestem z Greenpeace!”

Wyszłam dziś z psem na spacer. Koka zachowywała się, jakby pierwszy raz w życiu zobaczyła śnieg – zrobiła się taka jakaś nadpobudliwa i strasznie ciągnęła za smycz. Tak więc zapierniczam oblodzoną ścieżką, próbując utrzymać równowagę w moich emoszkach, już prawie dochodzę do ulicy, i nagle jeb, niespodziewanie odbyłam bliski stosunek z ptakiem. Mówiąc prościej, wyjebałam orła. Co na to Koka? Rzuciła się na mnie, bo myślała, że to taka zabawa. Ja próbuję wstać, pies po mnie skacze, ludzie się śmieją.
Super poranek.

#nienawidzęzimy

* * *

 

Żebyście mogli zrozumieć sytuację, którą Wam zaraz przytoczę, musicie wiedzieć dwie rzeczy.
1. Mam przyjaciela o ksywce Ćpunek. Nie pamiętam dokładnie etymologii tego pseudonimu, wołamy tak na niego od czasów liceum. I wbrew, wydawałoby się oczywistemu skojarzeniu, mój przyjaciel jest jego zupełnym przeciwieństwem.
2. Mój pies wabi się Koka.

Nie tak dawno temu moich rodziców odwiedzili przyjaciele rodziny z dwójką dzieci. Oczywiście nie mogłam przegapić takiej imprezy, więc także przybyłam na spotkanie. Po jakimś czasie dowiaduję się, że ich szescioletnia córka miała opowiedzieć w szkole, jak spędziła weekend, a że jest bardzo bezpośrednią dziewczynką, odpowiedziała nauczycielce:

“W weekend byłam u cioci i wujka. Trochę się nudziłam, ale później przyszedł Ćpunek z Koką i impreza się rozkręciła!”

#tonietakjakpanimyśli
#serio

* * *

Napisy końcowe “Step up: All in”.
Film, w którym dramat głównej bohaterki polega na tym, że jej partner próbował wykonać NIEBEZPIECZNĄ! figurę. Takie tam problemy pierwszego świata.
– M.! Zapiszmy się na kurs tańca!
– Ty nie możesz oglądać telewizji. Przypominam ci, że po obejrzeniu “Podziemnego kręgu” przechodziłaś kilkudniowy kryzys egzystencjalny, dziś chcesz już tańczyć, po “Ojcu Mateuszu” wybierasz się na weekend do Sandomierza, żeby rozwiązywać kryminalne zagadki, a ten nieszczęsny “Harry Potter” w ogóle zlasował ci mózg – traktujesz telefon jak różdżkę. Po “Pitbullu” marzyłaś, żebym został policjantem, a kiedy obejrzeliśmy “Legend” chciałaś mieć faceta gangstera. Przez “Voice od Poland” odpierdalasz karaoke co wieczór, a odkąd jesteś na bieżąco z “Belfrem”, zaczełaś udzielać korepetycji. Mam dalej wymnieniać?
– Ale… ale…
– Nie mogłabyś obejrzeć jakiegoś erotycznego filmu? Albo chociaż MasterChefa?

– Jak tam po Marszu Niepodległości?
– Dobrze.
– Spokojnie? Bo ja słyszałem, że były ostre prowokacje ze strony poluźnionej kostki brukowej.

#11listopada

* * *

Leżymy z M. na kanapie. Minęła godzina odkąd zjedliśmy obiad. Idę do lodówki i wracam z kostką żółtego sera.
– Przecież przed chwilą jedliśmy obiad.
– No i co z tego. Ja zjadłam dwa kotlety a ty cztery. A poza tym jak bedziesz wypominał mi, co jem i ile jem, to ciebie też zjem.

#iniktciniepomoże
#żółtyprotest
#mójsermojasprawa

* * *

Późny wieczór. M. poszedł wziąć prysznic, więc stwierdziłam, że to idealna okazja do zrobienia jakiegoś żarciku. Zostawiłam włączony telewizor i zapalone światło w salonie, zakradłam się do ciemnej sypialni i położyłam się na podłodze w połowie pod łóżkiem (w połowie, bo cała się nie zmieściłam). Plan był taki: ja czekam sobie po cichutku w sypialni, wycierając bebzolem kurz spod łóżka, M. wychodzi z łazienki, dostrzegając moją nieobecność, więc wbiega zestresowany do sypialni, zapala światło, ja wyskakuje spod łóżka i wystraszam go na śmierć, krzycząc ,,Aaaaaaa!!!!!”. M. wziął mnie jednak z zaskoczenia. Sytuacja wyglądała następująco:
M. otwiera drzwi, ja zaczynam się chichrać w rękaw, dopada mnie atak śmiechu, więc nie mogę wstać z podłogi, M. nie ma pojęcia, co tu się odpierdala, bo umówmy się, nie jest przyzwyczajony do widoku swojej żony leżącej plackiem na podłodze w ciemnym pokoju, ja krztuszę się ze śmiechu i wyglądam, jakbym miała atak padaczki, przerażony M. próbuje podnieść mnie z podłogi, myśląc, że coś mi się stało, ja próbuję Go uspokoić, jednak zapowietrzona od śmiechu nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa.

Dzieci

– Co ja zrobię, jeśli on ode mnie odejdzie? Boję się zostać sama z dzieckiem.
– Też bym się bała. Dzieci są straszne.

* * *

Siedzimy sobie w trójkę i polemizujemy na temat życia, popijając ten dziwny napój, który w smaku przypomina tanie wino, jednak procentowo mógłby mieć więcej wspólnego z piwem light. Co to w ogóle za połączenie? Abstrahując od sensu spożywania cydru, jednogłośnie stwierdziliśmy, że wybuch III wojny światowej jest tylko kwestią czasu. Rzuciłam luźno kilka propozycji, gdzie moglibyśmy zamieszkać, żeby jakoś ujść z życiem. Okazało się, że Australia odpada, bo za dużo formalności, a nawet jak mi się uda to i tak w końcu deportują mnie do Polski, tu nie dobrze, tam też niebezpiecznie, a w Kanadzie za zimno. Tracąc wszelkie nadzieje, mówię, że w takim razie zabieram swoje tipi i wyjeżdżam do Etiopii. No i się zaczęło:
– Gdzie?! To ja już, kurwa, wolę zostać wysadzony w powietrze, niż mieszkać w lepiankach z gówna i zapierdalać po wodę 10 km, nie mając żadnej pewności, że nie wpierdoli mnie tygrys. Albo, że nie będzie mnie gonił żaden lew spierdalający przed wielkim Murzynem z kością w nosie. Tam nawet małpy nie schodzą z drzew, bo boją się, że Afrykańczycy zrobią z nich obiad!

Korzystając z dnia wolnego od pracy, wybrałam się na zakupy do nowo otwartego sklepu, który mieści się po drugiej stronie ulicy. Jako że mam rzut beretem, nawet się nie uczesałam, zarzuciłam zwiewną kieckę, wskoczyłam w baleriny, zabrałam torbę i dumnie zmierzyłam w stronę Simply, napawając się jednym z ostatnich dni lata. I tutaj, gdzieś pomiędzy lodówkami z nabiałem a wędlinami, poczułam dziwny dyskomfort… Właśnie w tej chwili uzmysłowiłam sobie, że zapomniałam założyć bielizny. I wcale nie chodzi mi o biustonosz…

I września

To uczucie, gdy czekasz na autobus do pracy, zupełnie przypadkowo ubrana w czarną spódnicę i białą bluzkę, a starsza pani entuzjastycznie do ciebie zagaduje:
– To co, maturka w tym roku?
– Eeeee, yyyy. Maturę zdałam jakieś 7 lat temu.
– Ach ta młodzież, nawet po wakacjach żarty was się trzymają. Wszystkiego dobrego!
I wsiadła do autobusu.

Kawalerski

– Chyba zwariowałaś, jeśli myślisz, że zrobisz dziś u nas imprezę!
– A niby dlaczego nie?
– Bo jutro rano wyjeżdżam i muszę być wyspany!
– Przecież jedziesz na swój wieczór kawalerski.
– I dlatego muszę być wypoczęty, bo od 7 będę pił wódkę!

Końcówka imprezy, wszyscy rozchodzą się do domów. Andrzej postanowił zaryzykować i skorzystać z ostatniej szansy. Podbija do dziewczyny i mówi:
– Mam do ciebie bardzo ważne pytanie.
– No mów.
– Ile czasu piecze się schab?

Podczas wczorajszego wieczoru konsumowałam półwytrawny napój winogronowy w towarzystwie K., kontemplując nad sensem życia i wartościami odżywczymi makaronu. Postanowiłyśmy sprawdzić co tam u chłopaków, którzy oglądali mecz w pokoju obok. Wchodzę do salonu w 100% przekonana o wygranej Walii (nie wiedzieć skąd mi się to wzięło), a w telewizji słyszę: ,,Portugalia jest w finale!” Więc zaskoczona tą informacją pytam chłopaków:

– Dlaczego Portugalia jest w finale, skoro przegrała?

I wtedy się zaczęło.

X: Bo w półfinale głosują widzowie.
Y: Taa… Popatrz jaki głupi Ronaldo, cieszy się, bo myśli, że te bramki gwarantują wygraną.
Z: A to jeszcze nic nie wiadomo, dopiero odbywa się głosowanie.
X: Trzeba wysłać sms-a za 2,46 z VAT.
Y: Która drużyna uzyska więcej głosów, wygrywa.
Z: Albo nie, to sędziowie głosują.
X: No! Musi być trzy razy na TAK, żeby przeszli dalej.

#niedalimiszans
#nawyjaśnienia
#toprzezpółwytrawnynapój

* * *

Z wizytą u Aleksandry.

– Ja to się boję tego kota. Jest wielki! I panoszy się tu jakby był u siebie. Lenka też się go boi. Był czas, że budziła się w nocy i krzyczała, że widziała Pana, co wszedł do pokoju.
– Ten kot tak ma na imię?
– Nie, właściciel tego domu. Już nie żyje.
– Aha.
– No i pojawia się tu czasem, ale ostatnio nie było go widać.
– Czy my wciąż rozmawiamy o kocie?
– Nie, o duchu. Ale nie martw się, już tu nie przyjdzie. Mam sól egzorcystyczną.
– Co kurwa masz?
– Sól egzorsystyczną. Nie słyszałaś nigdy o tym?

M. zabrał mnie na romantyczną randkę do kameralnej knajpy. Od początku coś mi nie grało.

– Kochanie, czemu nic nie mówisz? – pytam zmieszana.
– Nie smakuje ci jedzenie? – odpowiada jakiś taki nieobecny.
– To najlepszy żurek, jaki kiedykolwiek jadłam! Tylko czemu jesteś taki dziwny?
– Naprawdę musimy o tym rozmawiać podczas finału Ligi Mistrzów?! Zamówić ci coś jeszcze?
– …

* * *

 Boże Ciało

– Kochanie, dlaczego nie złożyles mi jeszcze życzeń?
– Z okazji Dnia Matki?! Zostanę ojcem?!
– Nie, z okazji Boskiego Ciała.

* * *

Piątek w pracy.

– Dziewczyny przepraszam za spóźnienie, ale miałam zwariowany poranek.
– Co się stało? Opowiadaj!
– A dajcie spokój… Musiałam zawieźć ośmioletniego siostrzeńca do szpitala na płukanie żołądka.
– Wszystko z nim w porządku?
– Teraz już tak. Dzwonię do niego rano, nie odbiera. Dobijam się do drzwi, zero odzewu. Przyjechała policja, wyważyli drzwi, wpadamy na chatę, a on leży nieprzytomny na kanapie, a obok otwarta wódka i kubeczek. Gówniarz walnął sobie setkę! Ośmioletnie dziecko, rozumiesz ?!
– Co się dziwisz, dzieciak poczuł piątek.

* * *

Zamykam za sobą drzwi wejściowe. M. leży na kanapie, wygląda na bardzo zmęczonego. Rzucam torebkę na podłogę i jednym susem doskakuję do niego, całując na przywitanie.

– Jak dobrze, że już jesteś kochanie! Muszę ci opowiedzieć o mojej wizji balkonu!
– Jakiej wizji?
– Trzeba przecież wyprawić balkon na lato!
– Acha…
– No więc tutaj chcę takie dwa parawaniki, tutaj taką osłonkę z ciemno-brązowego drewna, po bokach dwie mini sofy, na których położę dużo ozdobnych poduszek… [M. coraz szerzej otwiera oczy] i tutaj postawię taką kolorową konewkę i wszędzie dużo kwiatów w doniczkach!
– To chyba będzie dużo kosztować?
– Tak, dlatego ty zrobisz mi takie mebelki z drewna, na których…
– Jakie znowu mebelki, przecież…
– A i tu z boku będzie stał taki duży lampion ze świeczkami, wieczorami będzie tak bajecznie!
– Co do kwiatków, raczej żadne tu długo nie pożyją, bo za długo słońce świeci z tej strony bloku.
– Dlatego będziemy mieć kaktusy!
– Acha…
– No, bo jakie inne kwiaty lubią dużo słońca?
– Palmy. [M. robi zrezygnowaną minę.]
– No to jutro jedziesz kupić palmę. Ty to masz jednak fajne pomysły kochanie!

Dzwonię do M.

– Halo?
– Cześć kochanie. Mam dla ciebie świetną wiadomość!
– No to już się boję.
– Znalazłam dla ciebie dorywczą pracę.
– Jaką?!
– Będziesz ochroniarzem w klubie. Nie puszczę cię tam samego oczywiście, więc Ty będziesz pracować, a ja będę imprezować.
– Świetny kurwa pomysł.
– Przecież przydadzą nam się dodatkowe pieniążki przed weselem. To jest idealny pomysł!

Rozmowa z M.

-Wiesz kochanie, dobrze wyglądasz w tej koszulce Supermana. Musisz ćwiczyć, żebyś miał taką rzeźbę na naszym weselu. Wiem, wiem… Zaraz mi odpowiesz, że muszę schudnąć do ślubu. Uważasz, że jestem gruba tak?! No powiedz to!
-aaa..Eee… Ja nic nie zdazyłem nawet powiedzieć…
-Uważasz, że powinnam schudnąć tak?!
-Nie! Nic nie zdążyłem powiedzieć!
-Nie odzywaj się do mnie! I spisz na kanapie!

* * *

Kilku korposzczurków stoi przed budynkiem banku X, paląc papierosa.

-Smacznego! – z przekąsem rzucił w ich stronę kolega, niosąc swój lunch.

I powiedział to facet, który kupił sobie zestaw sushi z Biedronki.

* * *

Zasłyszane w pracy

-Jakoś inaczej dziś wyglądasz…
-W końcu umyłam włosy.
-Nie. Uśmiechnęłaś się.

* * *

Z serii: Wieczór KSW

Tak to jest oglądać KSW z babami. Jedna siedzi w telefonie, druga mówi, że jak leżą w parterze to już nudne jest, a jak w końcu zacznie się się walka to idzie zapalić i mówi:

-Mam nadzieję, że wygra ten przystojniejszy.