życie codzienne, ludzie

NIE MÓW DO MNIE Z RANA.

Typowy, rodzinny poranek: wyłączenie budzika z uśmiechem od ucha do ucha, przeciągnięcie się w łóżku i energiczne zeskoczenie na podłogę, przy jednoczesnym wsunięciu stóp prosto w kapcie. Po kąpieli nadchodzi pora na obfite śniadanie, czytanie gazety przy porannej kawie, zagryzanej tostem z dżemem. Rodzina, wprawiona w iście cudowny nastrój, dyskutuje o swoich planach na dalszy dzień. Tak to wygląda na filmach i reklamach. Od zawsze intrygowało mnie, czy ktoś w rzeczywistości miewa takie poranki?

Jak to wygląda z mojej perspektywy?

Dzwoni budzik. Irytującą melodyjkę, która przysparzała mnie o zawał serca, zmieniłam na odgłos mew i szum morza. Czy pomogło? Nie bardzo. Kiedyś nawet ustawiłam moją ulubioną piosenkę na dźwięk budzika, z myślą, że chętniej będę wstawać z łóżka- znienawidziłam ją. Kiedy słyszę ten szum morza, zrywam się, żeby go wyłączyć. Przez dłuższą chwilę siedzę na łóżku, patrząc się tępo w ścianę. Nie wiem co się dzieję, bo zazwyczaj miewam bardzo dużo snów jednej nocy, przez które jestem przytłoczona i próbuję złapać kontakt z rzeczywistością. Jedyne na co mam ochotę to przytulenie psa, więc siedzę tak przytłoczona i zaspana, ściskając i głaszcząc futrzaka. Wstaję z łóżka tylko dlatego, że odczuwam potrzebę skorzystania z łazienki. Wyruszając z pokoju mam wielką nadzieję, że nikogo nie spotkam po drodze, albo, że przynajmniej nikt nie będzie nic do mnie mówić. Nie reaguję na ”cześć”, albo ”dzień dobry”, zanim nie napiję się herbaty. Siedzę w ubikacji, z głową na umywalce, póki ktoś nie zacznie dobijać się do drzwi. Wstaję i obieram kolejny kierunek- kuchnię. Tam spotykam zazwyczaj moją mamę, która zasypuje mnie milionami pytań, tak jakby od 24 lat nie zdążyła przywyknąć, że do mnie rano się nie mówi. Nie mogłaby mnie po prostu przytulić? Zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć tych porannych rozmów. Oni do mnie mówią, a ja myślę tylko o tym, żeby wrócić do łóżka, owinąć się ciepłą kołdrą jak naleśnik i dalej śnić.

Moi bardziej odważni znajomi potrafią do mnie zadzwonić nad ranem, z reguły nie odbieram, ale jak telefon tarabani kolejny raz, to zamiast „halo”, mój rozmówca słyszy w słuchawce słowa gorsze, od treści piosenek Bonusa RPK. What the fuck is wrong with you people? Jaki jest sens w dzwonieniu do kogoś po przebudzeniu z pytaniem ”Hej, spisz?”, nie kurwa, wącham materac.  Kilka dni temu, mój narzeczony obudził mnie w środku nocy, około 5:40 z pytaniem: „Lidziu, zrobisz mi kanapki do pracy?” Dobry Boże… przez chwilę zastanawiałam się, jak można być tak bezczelnym, następnie chciałam Go uderzyć albo nakrzyczeć na Niego. No co? No zrobiłam mu te kanapki. Pijąc kawę, zaczął mi się przyglądać, a ja kroję ten pierdolony chleb i modlę się w myślach, żeby tylko nie zaczął do mnie mówić. Poradziłam sobie, wykorzystując moje poranne spojrzenie zabójcy, które zapewniło mi spokój. Zawijając te kanapki w torbę śniadaniową, oglądam wiadomości i słyszę nagle: „Tak wygląda Warszawa, jak widać deszczowo”. No co ty kurwa nie powiesz, mieszkam w igloo, nie mam okien i nie zauważyłam, że pada deszcz. ”Dziś cały dzień będzie deszczowy”- słucham dalej. Zupełnie jak Maciej wróżbita- ”dziś w nocy będzie ciemno”.

Ustalmy bardzo istotną rzecz, mianowicie RANO = OKRES PO PRZEBUDZENIU, bez względu na godzinę, czy to jest 8, 10 czy 14. Z kolei do godziny 6, mamy noc. Bardzo rzadko się to zdarza, ale jeśli już idę do pracy na szóstą, to przeżywam horror. Denerwuje mnie dosłownie wszystko, począwszy od ludzi w autobusie, skończywszy na idiotycznych, facebook’owych statusach znajomych: ”Ale kac, znowu trzeba iść do roboty”, ”zaczęła się jesień”, ”lato się kończy, czas na jesienną kurtkę”, ”chora ;/ w łóżku;/ niech mnie ktoś przytuli”, serio? Acha, zapomniałabym dodać o porannych łowcach szklanych butelek, atakujących kosze na śmieci.

Z której strony by na to nie spojrzeć, uważam że najlepszy poranek jest wtedy, kiedy się budzę, wracam do domu i idę spać.

 

 

Photo by Cris Saur on Unsplash