życie codzienne, ludzie

O DWÓCH TAKICH, CO POSZLI DO TOMA

Z dedykacją dla P. & M.

 

Gorące promienie słońca dokuczliwie dotykały jego twarzy. Poczuł pulsujący ból głowy i suchość w ustach. Leżał na czymś twardym. Jego obolały kręgosłup podpowiedział mu, że musi tak leżeć już kilka godzin. Z trudem otworzył oczy.

-Gdzie ja kurwa jestem?!- poderwał się gwałtownie i zaraz tego pożałował, łapiąc się za głowę. Opadł na ławkę. Usłyszał dźwięk telefonu, wcisnął zieloną słuchawkę:

-Halo?

8 godzin wcześniej…

Przyjemnie ciepła, kwietniowa noc. Tarchomin, który słynie z tak rzadko spotykanych w Warszawie  zielonych krajobrazów i przytulnych, zadbanych osiedli, właśnie kładzie się spać. Wiosenny, lekki wiatr, delikatnie porusza koronami drzew, odtwarzając przy tym relaksujący odgłos szumiących liści. Subtelny blask latarni oświetla wypielęgnowaną, osiedlową alejkę, którą podążają dwie, rozmawiające ze sobą postacie.

-Zajebiście ciepły wieczór, trzeba go jakoś wykorzystać mordo, tylko z głową…

-No pewnie. Niech pomyślę… Zaskoczę Cię! Chodź do sklepu, kupimy sobie po Harnoldzie. Do Toma najbliżej, no nie?

-Może to dziwne, ale wcale mnie nie zaskoczyłeś… To chyba oczywiste, że do Toma.

Dwoje przyjaciół, wyrusza właśnie w niedaleką podróż, do ich ulubionego sklepu monopolowego. Żaden z nich nie spodziewa się finału tego wieczoru.

Przed dalszą kontynuacją historii, przytoczę kilka ostatnich sytuacji, z życia tej dwójki przyjaciół…

Wigilia 2013, 2012, 2011 itd:

”- Siema!Zbiórka pod Tomem o 21!”

Sylwester 2013, 2012, 2011 itd:

”-Chodź, zrobimy zapasy na Sylwestra w Tomie”,

”Mordo, skończyła się wódka, idziemy do Toma.”

Nowy Rok 2014, 2013, 2012 itd:

”-Witam. Idę po noworoczne piwko do Toma, chcesz coś?”

Walentynki 2014, 2013, 2012 itd:

”-Przełożyłem moją randkę na jutro, wychodzisz z domu?

-Za 10 minut pod Tomem”

Wielkanoc 2014, 2013, 2012 itd:

”-Zajebista pogoda na spacer.

-Zjem obiad i możemy iść nad Wisłę. Po drodze zahaczymy o Toma”

Zwróćmy uwagę na to, jak ważną rolę w życiu naszych bohaterów, odgrywa TOM. Każdy wolny wieczór, każde święto oraz każdy spacer jest ściśle powiązany z tymże sklepem. Znajomi organizują urodziny w formie domówek, wyjść do klubu, czy pubu, a ta dwójka:

”-Co robimy w twoje urodziny?

-Pójdziemy do Toma, a później się pomyśli co dalej”

Wróćmy jednak do naszej historii.

Chłopaki spacerują do sklepu. Gdyby nie zmrok, dałoby się dostrzec nieopisaną radość, skrywającą się na ich twarzach. To niezwykłe uczucie, że zaraz wezmą do ręki schłodzoną butelkę piwa, można porównać do radości dzieci, które czekają na otwarcie prezentów przy wigilijnym stole, jednak wiedzą, że najpierw muszą dokończyć swoje danie.

Nasi bohaterowie,  w rewelacyjnych humorach witają ekspedientkę.

– Dobry wieczór!- Mówią radosnym głosem, nie potrafiąc ukryć podniecenia w swoich oczach, na widok suto zastawionych półek i lodówek.

-Witam, będzie to samo co zwykle?- odpowiada ekspedientka, która dobrze zna tą dwójkę. Przychodzą tu co wieczór. Czasem, kiedy nudzi jej się w pracy, zakłada się z koleżanką o to, jak szybko wrócą po kolejny alkohol. Kiedyś, jeden z nich przyszedł o 2 w nocy i kupił batona. Pamięta to jak dziś:

-poproszę Snickers’a.

-tak, słucham dalej.

-poproszę Snickers’a.

-to wszystko?

-tak.

Była zdziwiona, jakby co najmniej ktoś jej powiedział, że właśnie zobaczył 2Paca.Ten dzień utkwił jej w pamięci.

-Czyta pani w naszych myślach. Poprosimy jeszcze dwie siateczki na te Harnasie.

-Proszę bardzo.

-Dziękujemy, miłej nocy!

-Nie żegnajcie się tak szybko, przecież wiem, że niedługo wrócicie.- odpowiedziała sprzedawczyni, po czym znacząco popatrzyła się na koleżankę, która powędrowała po specjalny zeszyt do zakładów.

Przyjaciele opuszczają sklep, głośno się śmiejąc. Jak co wieczór, spacerują po Tarchominie, popijając swoje ulubione piwo. Po niespełna godzinie, spostrzegli, że ich zapasy się kończą.

-Harnasie się skończyły.

-Nie ma co się zastanawiać, idziemy po następne.

Przyjaciele po raz kolejny odwiedzają Toma. Od razu zauważają rozbawioną ekspedientkę i zanim zdążyli wypowiedzieć słowo ”poprosimy…”, sprzedawczyni stawia na ladzie kolejne sześć butelek Harnasi.

-Mamy tu jeszcze kapselek z wygraną, więc poprosimy jeszcze jedno w puszcze.

-Proszę bardzo. Widzę po waszych minach, że jeszcze nad czymś się zastanawiacie, mam rację?

Chłopaki spoglądają na siebie, jakby odczytywali wzajemnie swoje myśli. Wzrok na półkę z rozmaitymi butelkami, następnie wzrok na towarzysza. Nagle odpowiadają równocześnie:

– Pół litra cytrynówki lubelskiej do tego.

-Proszę bardzo- odpowiada miła Pani, patrząc triumfalnie na koleżankę, która najwidoczniej przegrała zakład.

Po udanych zakupach, przyjaciele udają się w ustronne miejsce. Zasiadają wygodnie na ławce i co jakiś czas przerywają swoją pogawędkę, kolejnym toastem wybornej cytrynówki, zapijanej Harnasiem. Z każdą następną chwilą, ich słowa stają się coraz cięższe do zrozumienia. Temat muzyki i sportu, zastępuje wspominanie starych, dobrych czasów i przyjacielskich wyznań, w stylu ”uwielbiam cię mordeczko”. Lekko zachwiana równowaga, daje znak, że już czas na powrót do domu. Jeden z bohaterów, przypomina sobie, że powinien jeszcze kupić papierosy.

-Pójdzies jesce do Toma, ze mną, muse kupić papierosy?

-Z Tobą pójde wsędzie mordo. Rusajmy jus.

Trzy przystanki na wydalenie moczu i kilka przyjacielskich uścisków, czyli czterdzieści minut później, chłopaki docierają do sklepu. Pierwszy z nich, bohatersko otwiera drzwi, wkładając w to, na prawdę dużo wysiłku.

-Dziń Dobry, psysliśmy po papierosy…

-Oj chłopaki, wracajcie już lepiej do domu- odpowiada z uśmiechem ekspedientka, podając im paczkę niebieskich Chesterfield’ów.

-taki własnie mamy zamiar, dzinkujemy i dobrej nocy zyczymy.

Tym razem, drzwi otworzyły się pod ciężarem jednego z kolegów, który nieświadomie się na nie osunął. Droga powrotna wydłużyła się o półgodzinną pogawędkę z nieznajomym, spotkanym pod sklepem. Nie wiedzieć skąd wzięło się tyle wspólnych tematów do rozmowy… Na dworze zaczyna świtać. Jeden z kolegów odprowadził swojego towarzysza do domu, wstukując kod do klatki schodowej, wepchał go na gorę, pod same drzwi. Następnie udał się nieco trzeźwiejszy do swojego domu.

Następnego dnia, jeden z przyjaciół budzi się w zadziwiająco dobrym humorze. Spożywając śniadanie, postanawia zadzwonić do swojego kolegi, aby zapytać się o samopoczucie:

-Halo?

-Siemanko! Co robisz?

-Nie jestem pewien, ale chyba siedze na przystanku.

-Jakim przystanku?!

-Tego właśnie nie wiem. Kurwa, stary! Chyba jestem w Chotomowie!

-Jakim cudem znalazłeś się w Chotomowie, skoro odprowadziłem cię wczoraj pod same drzwi?

-Nie umiem udzielić ci odpowiedzi na to pytanie. Nie za bardzo pamiętam jak się tu znalazłem.

-Nie wierze, ha ha ha. Ty kretynie, wracaj szybko do domu!

-Nie wiem jak mam się stąd wydostać.

-Po prostu poczekaj na autobus, a jak podjedzie to do niego wsiądź idioto!

-Chyba masz rację. Tak zrobię. Ja pierdole, więcej nie piję.

Chyba nikogo to nie zdziwi, jeśli dodam, że  koledzy zakończyli ten dzień Harnasiami, wypitymi w iście wiosennym klimacie.