życie codzienne, ludzie

O TRZECH TAKICH, CO WYSZLI NA MIASTO

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń nie jest przypadkowe.

Czerwcowy wieczór, który będzie należał do trzech nierozłącznych kumpli jak trzy nierozłączne paski na dresie: Pawciu – harmonijka, Adaś – karta miejska & autobus, Maks – Harnaś. Młodzieńcy wyszli na miasto, coby zaczerpnąć krztynkę rozrywki, zalewając resztki świadomości otumaniającym eliksirem, a i przy odrobinie szczęścia wychędożyć jasnowłosą dziewoję.

Luksusowa przygoda z piątkiem obfitowała w Absolutnie Wyborowy humor, jakiego nie powstydziłby się sam Sobieski, rozpierdzielając Turków pod Wiedniem. Nasi bohaterowie spędzili iście Królewskie chwile, podczas których zwiedzali Łomżę i wyhaczali prawdziwe Perełki na salonach, ponoć czochrali nawet Żubry będące pod ochroną. Przechodząc przez ulicę w Warce, krzyczeli: “Keep walking!” do nieustannie spacerującego Jana, a kiedy już mieli na pełnej wjechać w Tatry, aby pogawędzić z Harnasiami, pomysł prysnął wraz Z Czerwoną Kartką, która dosłownie i w przenośni zakończyła ich podboje, a więc na Finlandię nie starczyło im już sił ani czasu. Cóż, być może Helsinki zobaczą innym razem.

Trójka naszych Atomówek ma jednak łeb na karku. W obawie przed niechybnym zgubieniem kluczy, Adaś wręczył je Maksowi, każąc schować w najgłębsze zakamarki kieszeni i oddać dopiero wtedy, gdy przed ich oczami ukaże się Mordor, zakładając oczywiście, że dotrą do siedziby Saurona cali i zdrowi. Nie była to rzecz prosta, gdyż u stóp celu, pod sklepem monopolowym przeważnie czają się Orkowie. Okazało się, że misja zakończyła się powodzeniem i tak oto stali u samych bram klatki wejściowej. Nie od dziś wiadomo, że każda wygrana bitwa zabiera ze sobą ofiary, tak też stało się i tym razem. Kolega Paweł walczył honorowo, niestety podczas walki przepadł bezpowrotnie.

– Daj ten klucz, muszę się położyć. Ta noc była męcząca, ledwo stoję na nogach – rzekł Adam do Maksa.

– Straciliśmy go, czaisz?! – Przyjaciel otarł łzy bezsilności, szukając jednocześnie klucza. – Już nigdy go nie zobaczymy! – zaszlochał Maks.

– Jest silny, wróci. Wierzę w to. I ty uwierz – odparł Adam, próbując zamaskować nietęgą minę.

– Kurwa, nie mam ich!

– Sprawdź dobrze, nie panikuj – poradził przyjaciel z opanowaniem.

– Zabij mnie, ale naprawdę je zgubiłem!

– Byliśmy tak blisko, ty durny tumanie, tak blisko!

– Panie Frodo, zawiodłem… Przepraszam.

– Ta noc okaże się decydująca dla nas dwóch. Razem damy radę – rzekł Adam, oddając ostatni wydech, po czym padł jak długi na murek sąsiadujący z blokiem.

— Nigdy cię nie opuszczę Panie Frodo – zawtórował Maks, opadając tuż przy ciele przyjaciela.

2 godziny później

– Obudź się! Obudź się głąbie!

– Czego drzesz tę mordę?! Skończyło się Frodowanie?

– Znalazłem! Znalazłem klucz!

– Gdzie był?! – Twarz Adasia rozjaśniła się niczym najeczki Seby po praniu w Perwoll’u.

– Nieważne. – Radość Maksa ustąpiła przerażeniu.

– Wiem, że znalazłeś go w kieszeni imbecylu ty, ale masz szczęście, że jedyne o czym marzę to ciepłe wyrko.

W tym samym czasie, w innym miejscu

Trzeci z Muszkieterów samotnie przemierzał opustoszałe ulice Warszawy. W tle słychać tylko smutną melodię wydobywającą się z harmonijki. Paweł prowadzi w myślach monolog: Jak dorwę tych skończonych kretynów, to ich pozabijam. Ja już ich kurwa wyjaśnię. Tak zostawić kolegę?! W tych czasach to człowiek już nie może spokojnie odprowadzić nowo poznanej dzierlatki na drugi koniec miasta. Wszędzie go zostawią, zapomną! Ale ja wam nie daruję, głąby jedne, już po was idę.

Godzinę i 4 kilometry później

Na klatce schodowej słychać sapanie, któremu towarzyszy dźwięk stawianych kroków.

Nie spodziewaliście się mnie tak wcześnie, gnidy niedorobione, a już na pewno nie pomyśleliście, że pamiętam kod do klatki, hue-hue-hue [odgłos szyderczego śmiechu].

Następnego dnia, południe

– Pawciu, ty żyjesz?! – Adaś wydobył z siebie okrzyk radości.

– Jakbyśmy nie rozmawiali teraz przez telefon, to bym cie trzasnął w tę twoją zakutą pałę!

– O co ci chodzi?!

– O to, jebany baranie, że spędziłem noc nad Wisłą!

– Byłeś jeszcze na Bulwarach? Ja to nie miałem już siły. Nie uwierzysz, co ja wczoraj przeżyłem!

– CO TY WCZORAJ PRZEŻYŁEŚ?! Spałem u ciebie na tych pieprzonych peryferiach, przykryty liśćmi, kąsany przez komary, trzęsący się z zimna!

– Jesteś u mnie nad Wisłą? Stary, a co ty tam robisz?

– Wstałem, kurwa, wstałem! Suszy mnie, jestem brudny, zmęczony i przemarźnięty, bo nie wpuściłeś mnie wczoraj do domu, pieprzony chlorze! Sąsiadów nawet obudziłem tymi kopami w drzwi, ale ty oczywiście spałeś w tym czasie w ciepłym łóżeczku, które tak starannie ścieliłeś dla mnie przed wyjściem na miasto!

– Stary, przepraszam. Chodź na herbatę.

– Gdybyś wiedział, że już do ciebie idę. Oj lepiej się szykuj, tak ci przypieprzę, że trzy dni bez muzyki będziesz tańczył – zagroził Paweł głosem Liama Neesona mówiącego do telefonu: “nie wiem kim jesteś, nie wiem, gdzie jesteś, ale cie znajdę i zabiję”.

– Już po mnie – powiedział Adaś sam do siebie, naciskając czerwoną słuchawkę.