życie codzienne, ludzie

RETROSPEKCJE

 

 

 

 

Koniec lata. Relaksujemy się z Aleksandrą, rozsiadając się na jej ogrodowych krzesłach.

– I tak cały czas. Wstaję, sprzątam, robię obiad dla P.,  myję małą i idę spać. – Mówi Ola, zaciągając się papierosem.

– Nie masz czasem ochoty na wskoczenie w elegancką kieckę i wyjście ze znajomymi? – pytam nieśmiało, patrząc na zmęczoną twarz i niechlujnie związane włosy Oli.

– A co ja zrobię z dzieckiem?!

– Myślę, że jej babcia ucieszy się, jeśli będzie mogła spędzić wieczór z wnuczką… albo możesz zabrać L. ze sobą, przecież…

– Dobra, dobra ja już widzę to wyjście. Nie dość, że dziecka będę musiała pilnować, to jeszcze męża… i tylko będę się denerwować, bo oczywiście… – Aleksandra nie zdążyła dokończyć, bo do jej kolan przyległa mała, przeurocza kruszynka afiszująca się swoim słodkim i szczerym uśmiechem, widniejącym na jej ślicznej twarzyczce.

– Mamusia teraz pójdzie zrobić dla ciebie obiadek, a ty zostaniesz tu przez chwilkę z ciocią Lidzią, dobrze?

Dostrzegam lekki niepokój w dużych, niebieskich oczach Lenki. Po kilku sekundach wahania patrzy się na mnie spojrzeniem kota ze Shrek’a i niespodziewanie wybucha uroczym śmiechem.

Taka jest kolej rzeczy. Beztroskie czasy młodości przemijają. Zaczyna się real life kurwa. Zamiast porannej ,,ogarniawki” na basen jest latanie na mopie, co by mąż nie krzyczał po powrocie z pracy. Nie ma już wieczornego piwka i nocnych pogawędek ze znajomymi, jest za to żal, że drugi dzień z rzędu na obiad są schabowe z ziemniakami, a telewizor to mógłby ktoś przyciszyć. I to niewiarygodne zdziwienie męża, kiedy kładziecie się spać: ”Znowu nie masz ochoty na sex? Może ty kogoś masz!?”. No jasne, która kobieta nie miałaby ochoty na wieczorne igraszki, po grze wstępnej polegającej na prawieniu porad na temat odchudzania? Nie usłyszysz już ”Ale masz zgrabną dupcie”, za to porady o sposobie odżywiania się po ciąży, mąż zna tak doskonale, jak moja babcia przebieg niedzielnej mszy na kanale TRWAM. Janusze subtelności. Dziesięć punktów dla Gryffindor’u!

*

Większość rzeczy w naszym życiu przemija. Piętnaście lat temu leżałam na środku tego samego jeziora, na tym samym materacu (no może rozmiar stroju kąpielowego był mniejszy), myśląc o tym, czy mój zeszyt do geografii powinien być w linie czy w kratkę. Czy moje dresowe spodnie na lekcje wf-u są w porządku, czy powinnam zaopatrzyć się w krótkie szorty? Czy kolega z 4c, zatańczy ze mną na szkolnej dyskotece? Może kiedy poczęstuję go kanapką z pasztetem, przestanie zadawać się z tą idiotką z 4b? Czy moja nauczycielka od polskiego znowu będzie czepiać się tego, że rozwiązuję zadania z matematyki na jej lekcjach? Czy moja mama zgodzi się na trzymanie chomika w domu? Jedyne, co nie zmienia się w tej sytuacji, to żal mijającego lata i beztroskich wakacji. Piętnaście lat temu wytrącał mnie z rozmyślań głos mojej mamy: ”Lidzia wychodź z wody! Wracamy do domu, babcia zrobiła obiad!”. Dziś nie myślę o mojej pracy. O tym, że ostatnia impreza była lekką przesadą, też nie. Nie zastanawiam się co zrobię, jeśli nie urodzę dziewczynki tylko chłopca. W końcu Kornelcia, to mało męskie imię, czyż nie? Pomimo tego, że przez moment zastanawiam się, dlaczego Jehowi nie dali za wygraną, kiedy odpowiedziałam im: ”Nic z tego, wierzę w jednorożce”, moje myśli skupiają się nad przeszłością. Miałeś rację Zenek, ”Życie to są chwile, chwile…”. To nie tak, że nie znam bardziej ambitnych utworów o tematyce przemijania, po prostu tak jakoś pomyślałam o Martyniuku. Wspominam jak to było kilka lat temu, nucąc sobie w myślach: ”Za ostatni grosz kupię dziś chociaż cień, tamtych dni…” I nagle dochodzi mnie głos narzeczonego: ”Kochanie, wracajmy już do Warszawy”. Co? Waj? For łat? Swoją drogą, świetny kawałek Panie Romualdzie. Piąteczka.

Usiądź teraz wygodnie, skup się, zamknij oczy i odpowiedz sobie na jedno zajebiście ważne pytanie: Jeśli miałbyś szansę cofnąć się w czasie, dzięki której mógłbyś zmienić coś w swoim życiu, skorzystałbyś z niej? [Ba dum tss…] Ja na pewno. Tylko po to, żeby przeżyć swoje życie jeszcze raz i abso-fuckin’-lutely niczego w nim nie zmieniać.  Żałuję tylko tego, że ludzie się zmieniają, odchodzą lub po prostu zapominają. Jak mawia moja babcia: „Nie można całe życie tańcować, pić i balować, trzeba w końcu dorosnąć”. Babcia jak zwykle ma rację, tylko dlaczego tak się dzieje, że ludzie, którzy przeżyli ze sobą dobre chwile i mają tysiące wspólnych wspomnień, widząc się na ulicy, ledwie są w stanie wydusić z siebie zwykłe „cześć” ?

Tak więc… ”Wiem tylko, że wszystko się zmienia,
coś jest, a później tego nie ma.
To nie ściema,
każda historia ma swój dylemat.
Ma swój początek i koniec jak poemat,
nowy temat, kreci i nęci, a później umiera.
Nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie
jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie.
Dobre momenty, jak fotografie,
zbieram w swej głowie jak w starej szafie.”

                                 Sidney Polak - Otwieram wino

 *

– Nie było mnie dziesięć minut, a ty puszczasz dziecku Melo Inferno? – rzuca w moją stronę Aleksandra ze zmieszanym wyrazem twarzy, łączącym ze sobą niedowierzanie, zdegustowanie i rozbawienie.

– Chyba to lubi – odpowiadam, patrząc z uśmiechem rowerzysty na roztańczoną Lenkę.

– Nie mogę sobie wyobrazić ciebie w roli matki. Czekaj, nagram to.

Pewnego ciepłego, sobotniego wieczoru usiądziemy z Olą w ogrodzie i oglądając to nagranie, będziemy wspominać stare, dobre czasy.