damsko-męskie

ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ

Ten wpis dedykuję najlepszemu facetowi na świecie- dla eM.

 

Dwa miesiące temu byłam szczęśliwą narzeczoną, dzielącą swoje życie z drugą połówką. Kiedy mówię ”dzielącą życie”, mam na myśli wspólne mieszkanie, poranki, obiady, kolacje, wieczory, imprezy, dobre i złe dni. Dziś jestem mniej szczęśliwą narzeczoną, rozmawiającą ze swoim przyszłym mężem przez telefon lub na facebook’u. Śniadania jadam w towarzystwie psa i królika, podobnie jak obiady i kolacje. Wieczorami oglądam Sex w wielkim mieście i How I met your mother. Moje przestronne, komfortowe łóżko dzielę jedynie z czworonożnym przyjacielem, a w nocy nikt nie zabiera mi kołdry.

Jeszcze do niedawna tęskniłam za takim życiem, w którym nikt nie budzi mnie o szóstej rano (Matko Bosko, toż to środek nocy!), prosząc o zrobienie kawy i kanapek do pracy. Nikt nie narzeka na to, że oglądam pięćdziesiątą powtórkę Sex’u w wielkim mieście na Comedy Central. Nikomu nie przeszkadza, że siedzę przy laptopie do trzeciej w nocy, popalając za dużo papierosów, ani to, że wychodzę z psem na spacer, kiedy normalni ludzie przekręcają się na drugi bok. Nikt nie złości się na mnie, kiedy wzdycham do ekranu telewizora, na którym Tom Hardy walczy na ringu, powalając jednym ciosem przeciwnika.

Przez około dwa tygodnie takiej egzystencji czułam się wspaniale, zachowując własną przestrzeń tylko dla siebie. Jednak z czasem, zaczęło mi brakować porannych pocałunków na do widzenia, wspólnych obiadów, awantur o to, że po raz kolejny jestem zmuszona oglądać Jak to jest zrobione (W dzisiejszym odcinku pokażemy państwu, jak robi się ogniwa paliwowe hydrogenowe. Serio?), sprzątania brudnych skarpetek spod łóżka, i co najważniejsze: dużej ilości umięśnionego cielska, w które mogłabym się wtulić w nocy. Sytuacja jest o tyle nieciekawa, że osoba, której tak bardzo mi brakuje, jest niezastąpiona. No jakoś nie mogę sobie wyobrazić Mario Casas, który ogląda ze mną The Originals, krzycząc ”Jak wpadnie Klaus to ich wszystkich rozpierdoli!”

Zdaję sobie sprawę z tego, że potrafię przypalić wodę w czajniku elektrycznym, ale brakuje mi wymuszonego uśmiechu na twarzy mojego faceta ”takie-to-pyszne-że-zaraz-pobiegnę- do-WC”, biorącego kawałek niedogotowanego kurczaka do ust. Szczerze mówiąc, najbardziej tęsknie za bezkonkurencyjnie zrobioną herbatą, podaną do łóżka oraz uwieszeniem się na jego szyi w pozycji ”na koalę”, kiedy wraca do domu. Najgorzej jest, kiedy miewam zły humor, ponieważ nie mam się na kim wyżyć. Rozumiecie, przyczepianie się o to, że wrócił z pracy o 7 minut za późno, bo przecież jak dzwonił, że właśnie wyruszył, moja szczegółowa analiza czasu jego drogi powrotnej, absolutnie nie uwzględniała takiego opóźnienia. No i co z tego, że zajechał do sklepu po makaron, jak ja chciałam zjeść frytki. Skoro był w sklepie, dlaczego nie kupił mi soku? Jak to jest w ogóle możliwe, że nie wspomniał nic o zakupach? Mówił mi o tym, kiedy wybierałam kolor lakieru do paznokci? Nieprawda, znowu kłamie! Nikt, oprócz niego, nie chce słuchać o jednorożcach żyjących w lasach Walii, ani o moich nowych pomysłach na biznes. Komu mogę się pochwalić nową bielizną? Pies nie wydaje się być zainteresowany, a kochanka jeszcze nie znalazłam. Muszę ograniczać spożywanie alkoholu na imprezach, bo bez jego pomocy nie jestem w stanie znaleźć kluczy od domu w torebce, nie wspominając już o utrzymaniu równowagi w 15-sto centymetrowych szpilkach. Odkąd moja druga, większa połówka wyjechała, żeby zarobić pieniądze na moje nowe pary butów i jakieś wesele, dopiero dostrzegłam, że nasza szafa jest tak wysoka. Co więcej, tam na górze znajdują się jakieś półki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Teraz już wiem, skąd brała się świeża pościel na łóżku. To nie była sprawka magicznych jednorożców, tylko mój narzeczony wyciągał ją z tych strasznie wysoko umieszczonych półek. Teraz, kiedy go nie ma, muszę stawać na drabinie w wysokich szpilkach, żeby tam dosięgnąć.

Na koniec wypadałoby napisać coś błyskotliwego, być może zacytować jakieś mądre słowa Paulo Coelho, ewentualnie Popka… A może powiedzieć, że związek na odległość utrwala więzi, jest próbą miłości i takie tam pierdoły? Sęk w tym, że zazwyczaj nie przejmuję się tym, co wypada, więc po prostu powiem tak:

JEST DO DUPY.