damsko-męskie życie codzienne, ludzie

PEWNEJ NOCY W WARSZAWIE

teraz

– Jesteś tego pewna? – zapytał, jakby nie dowierzał, że naprawdę się zgodziła. Mocno ścisnął jej dłoń.

– Tak – odrzekła, delikatnie dotykając wargami jego ust.

 

rok wcześniej

 

Była ostatnia noc października, zaskakująco ciepła jak na tę porę roku. Przez tętniące życiem, warszawskie ulice przemierzały panny młode w skalanych krwią sukniach ślubnych, elfy, wróżki, wampiry, wiedźmy i księża w czarnych sutannach trzymający w rękach krągłe pośladki towarzyszek, wyraźnie odznaczające się na cienkim materiale kusych sukienek.

Mijał kolejną klubową bramkę, gdy poczuł wibracje w kieszeni kurtki. Zatrzymał się, by sprawdzić powiadomienie. Masz nową parę! – zasygnalizował Tinder. Z wyświetlacza telefonu uśmiechnęła się do niego brunetka z przydużymi ustami i czarnymi, odrysowanymi brwiami. Kurwa, czy to jest jakaś plaga? – powiedział do siebie w myślach i w tym samym momencie poczuł mocne szturchnięcie.

– Przepraszam – rzuciła dziewczyna, nieudolnie próbując ukryć speszenie na widok zawadiackiego uśmiechu nieznajomego.

– Nic się nie stało, a gdzie twój Joker? – zapytał, podziwiając długie nogi Harley Queen.

– Tuż obok – odrzekł donośny baryton zza jego pleców.

– W takim razie życzę udanego wieczoru – powiedział, ruszając pospiesznie przed siebie.

***

 

Podeszła do stolika z dwiema szklankami w jednej trzeciej wypełnionymi wódką.

– Ten lokal schodzi na psy – rzuciła w stronę koleżanki. – Zamawiam wódkę z red bullem, a dostaję energetyko-podobny napój w złotej puszcze z logo tego pubu.

– Polej mi tej ambrozji – odrzekła towarzyszka z lekkim grymasem na twarzy.

–  To co, dziś delikatnie i do domu? Jestem po dwunastu godzinach pracy, jutro muszę rano wstać – powiedziała, przystawiając szklankę do ust.

– Oczywiście, że delikatnie. Tak jak za każdym razem, kiedy się spotykamy – odpowiedziała koleżanka, wybuchając śmiechem.  – Zaprosiłam kolegę, powinien zaraz do nas dołączyć.

– Dlaczego ty mi to robisz? – zapytała z rezygnacją, opadając na barowy stolik.

– Co?

– Zapraszasz kogoś, kto mógłby zostać moim mężem, ale tak się nie stanie, ponieważ – ciągnie za materiał bluzy – zjawiłam się tu w rozciągniętym dresie!

– Po pierwsze, nigdy nie zrozumiem twojego postrzegania estetyki. Po drugie, twój przyszły niedoszły mąż mógłby być każdym, tylko nie mężem. Po trzecie, wyglądasz obłędnie. Po czwarte… – w ty momencie przestała słuchać. Jej uwagę pochłonął facet stojący przy barze. Wyłączyła się kompletnie.

– Czy ty słuchasz, co ja do ciebie mówię? – koleżanka pomachała ręką przed jej twarzą.

– Tak, tak, słyszę – odpowiedziała nieobecnym głosem.

– O, jest!

– Co jest?

– No on, mój kolega. Co się z tobą dzisiaj dzieje? – rzuciła od niechcenia kompanka wieczoru, machając do mężczyzny przy barze.

– No to pięknie.

– Co?

– Nieważne – odpowiedziała, opróżniając drinka.

 

***

Ostatnio częściej wychodził z domu. Czasy imprez do bladego świtu i przypadkowego seksu już dawno miał za sobą, jednak samotne, piątkowe wieczory z butelką piwa na kanapie zaczęły mu doskwierać. Ku jego przerażeniu wielokrotnie łapał się na tym, że chciałby mieć kogoś, kto przykryje go miękkim kocem, gdy zaśnie przed telewizorem. Problemów z kobietami nigdy nie miał, problemem było to, że nigdy nie spotkał takiej, z którą chciałby zjeść śniadanie i skoczyć na zakupy do Piotra i Pawła. Para jędrnych cycków w sam raz na raz wystarczała mu w zupełności jak śledzik Lisnera Michelowi Moran. Jedni nazwą to skurwysyństwem, inni zaś problemem z lokalizacją uczuć.

Ten wieczór spędzi ze znajomymi, wypije kilka drinków, a jutro kupi kwiaty i pojedzie do matki. Na cmentarz.

***

– Ten twój kolega chyba mnie nie polubił – powiedziała do koleżanki, korzystając z tego, że zostały na chwilę same.

– Co? Dlaczego? Jak to? – skrzywiła się towarzyszka.

– W ogóle się nie odzywa i unika mojego wzroku.

– Fakt, jest mało rozmowny. Jak nie on. Może czai się na jakąś ofiarę, którą zwabi do siebie tej nocy – koleżanka zaśmiała się pod nosem.

– Ech, że też ci przystojni zawsze muszą być absztyfikantami – westchnęła.

 

***

Czuł się dziwnie. Nie potrafił opisać tego uczucia, bo nigdy wcześniej mu się to nie przydarzyło. Blondynka z kształtnym tyłeczkiem, na którym spoczywały obcisłe, skórzane leginsy, uśmiechała się do niego zalotnie z parkietu. W swoim życiu miał już wiele takich tyłeczków, nie robiło to na im większego wrażenia. Za wszelką cenę próbował nie patrzeć się natarczywie na twarz nowo poznanej kobiety. Z każdym kolejnym spojrzeniem odkrywał w niej coś nowego, interesującego. I to osobliwe uczucie, towarzyszące mu od chwili, gdy ją zobaczył. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyna w rozciągniętym dresie jest najładniejszą kobietą w tym klubie. Poprawka, najładniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widział.

***

– A co on tak uciekł? – zapytała lekko rozdrażniona, rozsiadając się na barowym stołku.

– Mówił, że ma jutro coś ważnego do załatwienia i musi spadać.

– Aha. No szkoda. To co, my też się chyba zbieramy?

– Czekaj, ktoś do mnie dzwoni – powiedziała koleżanka, szukając telefonu w torebce.

– Czy ty masz na dzwonku muzykę z Harrego Pottera? – zakpiła, nie mogąc ukryć rozbawienia.

– Hedwig’s Theme, nie czepiaj się – odpowiedziała, opróżniając torbę. – Jak zwykle nie zdążyłam odebrać.

– Patrząc na zawartość, którą masz w tej sakwie, to powiem ci, że wcale mnie to nie dziwi.

– Napisał, że jesteś dynamitem w kobiecej skórze i chciałby twój numer.

– Kto?

– Miś Gogo.

– Jaki Gogo?

– Mój kolega, tumanie!

– Aaaa…

– Beee…

– Niech mnie znajdzie na fejsbuku.

– Za późno, już podałam twój numer.

– Podałaś mnie na talerzu. Brakuje tylko jabłka w gębie. Co tam mu jeszcze odpisujesz?

– Żeby zapamiętał dobrze ten dzień, w którym poznał swoją przyszłą żonę.